Mieli otwarte głowy, mnóstwo pomysłów i jasny cel – zarobić na studia.
Tymczasem rozkręcili biznes, który po latach przynosi zyski.
Reprezentacyjne biuro na piątym piętrze w samym sercu Wrocławia. Z okna piękny widok na jedną z pereł Dolnego Śląska – kościół św. Elżbiety. To tu pracuje Andrzej Parszuto, 29 – letni założyciel portalu internetowego Ifirma.pl.
– Oczywiście z moim wspólnikiem Wojtkiem Narczyńskim nie zaczynaliśmy swojej przygody z e-księgowością w tym miejscu – przyznaje Parszuto. – Początki to jeszcze pokój w akademiku, stary komputer i mnóstwo pomysłów. Musieliśmy zarabiać, żeby skończyć studia – dodaje.
Sposób w sieci
Wybór padł na internet. Pod koniec lat 90. Młodzi studenci zarządzania i marketingu Politechniki Wrocławskiej wykorzystali niszę, tworząc na początku oprogramowanie internetowe. - Zaczynaliśmy od projektowania stron WWW i baz danych – mówi Parszuto.
Kiedy założyli firmę, nie mieli pojęcia, jak rozliczyć się z fiskusem. Jak wielu innych młodych rozpoczynających podbój świata biznesu nie było ich stać na biuro rachunkowe. Stąd pomysł na stworzenie taniego, w pełni profesjonalnego internetowego serwisu księgowego. – Byliśmy pierwsi i niezwykle zdeterminowani. Brakowało nam tylko pieniędzy – przyznaje Parszuto. Biznesplan zakładał, że potrzeba na to 600 tys. zł. Po wielu próbach udało im się znaleźć inwestora – fundusz inwestycyjny Internet Investment Found. Niestety Ifirma.pl nie przyniosła spodziewanych efektów, bo mało który przedsiębiorca potrafił zaufać nowemu portalowi. – To nie była do końca nasza wina – tłumaczy Parszuto. Po pierwsze, nasz pomysł był jak na tamte czasy zbyt nowatorski, po drugie, portal był niedofinansowany. Zabrakło pieniędzy na promocję i firma zamiast przynosić zyski, chyliła się ku upadkowi.
Nie poddali się
Porażka po starcie nie załamała młodych przedsiębiorców i postanowili poczekać na dogodny moment. W 2004 r. nastąpił kolejny boom internetowy, a w Polsce coraz więcej ludzi zaczęło ufać sklepom internetowym, księgarniom i aukcjom. – Przyszedł czas i na Ifirmę.pl – mówi Parszuto. – Mieliśmy doświadczenie, no i nic nie uczy lepiej jak porażka na stracie. Dzięki niej byliśmy bogatsi w doświadczenia i wiedzieliśmy czego nie należy robić.
Cierpliwość zaowocowała. Ifirma.pl ma coraz więcej klientów - w tym roku ich liczba przekroczyła 5 tys. Każdy płaci 45 zł netto miesięcznie. Za te pieniądze Ifirma.pl prowadzi ewidencję firmy, wystawia rachunki, dokonuje przelewów oraz księguje wydatki.
Bardzo chętnie z portalu korzystają firmy, które świadczą usługi za granicą. Słynny „polski hydraulik”, który właśnie wyjechał np. do Francji, dzięki e-księgowości może prowadzić swoją działalność gospodarczą w Polsce. Nie musi za każdym razem wracać do kraju, żeby wystawić fakturę czy wypisać PIT. Bez problemu wysyła druki drogą elektroniczną.
– W Ifirmie.pl można łatwiej, taniej i na odległość zrobić wszystko to, co oferują duże biura rachunkowe – przekonuje Parszuto. – Teraz celujemy przede wszystkim w małe jednoosobowe firmy. Ale w przyszłości na pewno nasze usługi skierujemy również do dużych firm. Wiemy, czego nasi użytkownicy od nas oczekują, wiemy, za co oni są nam w stanie zapłacić.
Portal zatrudniający 5 osób ciągle się rozwija. – W niedługim czasie podejdziemy do każdego klienta indywidualnie –przekonuje Parszuto. – Podobnie jak ma to miejsce w sieciach komórkowych, damy użytkownikom możliwość wyboru najlepiej pasującego do ich firmy pakietu. Otworzymy nowe usługi, które dzięki zyskom generowanym w spółce zaczniemy promować na szerszą skalę.
Co z bezpieczeństwem
Użytkownicy Ifirmy.pl śpią spokojnie. Dokumentacja w serwisie jest bezpieczna. Algorytm chroniący, żeby nikt nie powołany nie dotarł do danych, jest uznany w USA za standard amerykańskiej kryptografii. A jeśli pewne dane w niewyjaśniony sposób wyparowałyby z serwera? – Nic się nie stanie. W Ifirmie.pl mamy zapasowy serwer, na którym zapisujemy kopie wszystkich dokumentów.